Nasz niezapomniany spływ kajakowy

Jakiś czas temu byłam ze znajomymi na spływie kajakowym, był to mój pierwszy taki wyjazd w życiu. Wcześniej słyszałam od przyjaciół, że to niezapomniane przeżycie, jednak nie umiem pływać, więc trochę mnie to przerażało ale bardzo chciałam przeżyć taką przygodę gdyż lubię doświadczać nowych rzeczy. Zaplanowaliśmy, więc z grupą znajomych wyjazd nad rzekę Wkrę, byłam bardzo podekscytowana, nie mogłam się już doczekać. Wyruszyliśmy z Warszawy samochodem mojego kolegi, pojechał z nami jego mały piesek, który podobno uwielbia wszelkie kontakty z wodą.

Pełen przygód spływ po Wkrze

spływy kajakowe po WkrzeGdy dojechaliśmy w miejsce docelowe czekał na nas już miły pan z wypożyczalni kajaków, łącznie ze mną było osiem osób i pies, dostaliśmy kajaki dwu osobowe, ja miałam płynąć z kolegą, który miał już doświadczenie w kajakarstwie. Przyznam, że jak tylko zobaczyłam jak moi przyjaciele wchodzą do kajaku i z jakim trudem im to idzie bardzo się przestraszyłam, kajaki chwiały się i nie dowierzałam, że są one stabilne, jednak na szczęście myliłam się. Gdy już wsiadłam do niego poczułam się bezpieczne. Siedziałam na przodzie gdyż kolega powiedział mi, że na początek tak będzie dla mnie łatwiej. Miałam na sobie kamizelkę ratunkową na wszelki wypadek. Rzeczka z początku nie była głęboka, lecz woda okazała się być bardzo zimna, mimo ciepłej pogody, jednak z czasem zaczęło nam się robić tak gorąco, że na krótkim przystanku ochłodziliśmy się trochę w wodzie. Ja oczywiście weszłam tylko do pasa gdyż bałam się, że utonę. Spływy kajakowe po Wkrze nie były dla mnie szczególnie męczące ani trudne, jednak wybraliśmy najłatwiejszą trasę, podobno są też takie dla bardziej doświadczonych gdzie trzeba się naprawdę namęczyć by dopłynąć do celu. Para moich znajomych zaliczyła wywrotkę, była to oczywiście ich wina gdyż jedna osoba próbowała stanąć w kajaku, co spowodowało jego przechylenie. Wpadli do wody a my mieliśmy ubaw po pachy. Tuż przy celu naszej podróży zrobiliśmy sobie małe wyścigi, chcieliśmy zobaczyć, kto pierwszy dopłynie do mety, ja jednak z moim kolegą byliśmy trzeci i o mały włos się nie wywróciliśmy. Nasz kajak uderzył lekko w kłodę znajdującą się w wodzie i zaczął się przechylać, jednak w ostatniej chwili udało nam się uratować sytuację.

Wróciliśmy do Warszawy szczęśliwi i bardzo zmęczeni, wszystkim nam się podobało, już zaczynamy planować kolejny spływ, tym razem weźmiemy większą ilość osób, wybierzemy trudniejszą i dłuższą trasę. Mam nadzieje, że pogoda znów nam dopisze, już nie mogę się doczekać, bardzo mi się spodobało pływanie kajakiem. Już nawet nie boję się wywrotek gdyż wiem, że mając kamizelkę, nic złego nie może mi się stać.